Rezydentura w Niemczech. Jak to wygląda? Jak zacząć? Cz.1

W pierwszym poście wspomniałam krótko dlaczego zdecydowałam się wyjechać. Teraz chciałabym opowiedzieć dlaczego wybrałam psychiatrię i jak znalazłam miejsce pracy.

 

Kiedy na początku mówiłam znajomym czy rodzinie, że prawdopodobnie rozpocznę specjalizację z psychiatrii i to w Niemczech, reagowali raczej wielkimi oczami… „Jesteś odważna”, „Na psychiatrii w obcym kraju raczej się nie odnajdziesz”, „Nigdy nie zdobędziesz aż takiej sprawności językowej, żeby móc całkiem swobodnie zrozumieć  niemieckich pacjentów”.  Pewnie dlatego, że jestem dość  upartym człowiekiem oraz, że już od dziecka wpajano mi: „Nie ma rzeczy dla ciebie nieosiągalnych i możesz wszystko, jak tylko będziesz chciała” (dość skuteczny Coaching Tatusiowy), postanowiłam spróbować.

 

 

O psychiatrii jako przyszłej specjalizacji myślałam już podczas studiów. Potem był czas kiedy bardzo chciałam robić okulistykę, a potem radiologię. Gdy robiłam staż, dużo czasu spędziłam w pokojach USG, pilnie się przypatrując, a potem sama wykonując badania USG. Mówią, ze podczas stażu w Polsce ciężko jest się czegoś nauczyć i nikt cię do niczego nie dopuszcza. Uważam, że nie jest to prawda. Jeśli wykazujesz odrobinę zainteresowania, a nie siedzisz ze wzrokiem wlepionym w telefon klikając w kolejne fotki na Instagramie, to na pewno znajdą się ludzie, którzy będą chcieli cię sporo nauczyć.

Potem nadszedł czas stażu z psychiatrii… i powiem szczerze, że jakoś nie miałam szczególnie ochoty go robić. Tym bardziej, że Klinika Psychiatrii we Wrocławiu znajduje się w innej, powiedziałabym w dość specyficznej i niezbyt przyjemnej części miasta, niż Szpital Kliniczny. Zlokalizowany dokładnie na przeciwko zakład karny nadaje temu miejscu nieco upiornego klimatu. Dodatkowym smaczkiem jest to, że owa klinika znajduje się w starym, nieodnawianym miliony lat powojennym budynku w środku starego parku. Generalnie również otoczenie szpitala, ze wspomnianym wyżej więzieniem, tworzy klimat jak z dobrego horroru. Tak… moja wyobraźnia zawsze pracowała tam na bardzo wysokich obrotach. Przed oczami zawsze miałam sceny zza krat, obrazy wrzeszczących ludzi, a także zabiegi lobotomii oraz elektrowstrząsów wykonywanych pod przymusem i bez narkozy.

Niejednokrotnie przed budynkiem stoi policja, a izba przyjęć zazwyczaj wypełniona jest nieprzychylnie nastawionymi pacjentami. I może nie ma się co dziwić, bo biorąc pod uwagę powyższe, atmosfera raczej nie nastraja pozytywnie. Od razu chcesz stamtąd uciec jak najkrótszą drogą, a nie poddawać się nieraz długotrwałemu leczeniu. Uważam, że w takich warunkach można dodatkowo nabawić się depresji lub wyzwolić dotychczas ukrytą schizofrenię.

Co w takim razie przekonało mnie do psychiatrii? Odpowiedz jest bardzo prosta – moje Koleżanki i Koledzy po fachu oraz atmosfera pracy jaką tam stworzyli, mimo tak trudnych warunków. Z czystym sumieniem mogę stwierdzić, że tych kilka spędzonych tam tygodni, to najlepszy czas mojego stażu. To wszystko wciągnęło mnie w takim stopniu, że po zakończonym stażu cząstkowym przychodziłam tam niejednokrotnie dobrowolnie. I to właśnie wtedy zrozumiałam, co można osiągnąć rozmowami i odpowiednim podejściem do pacjentów, nie dysponując przy tym dużymi środkami finansowymi. I za tym kryje się cała istota psychiatrii.

Był to jakoś sierpień czy wrzesień i nadchodził już koniec mojego stażu, a ja nareszcie byłam pewna co chcę robić w życiu, co było dla mnie nie lada ułatwieniem, ponieważ jednocześnie starałam się już o miejsce pracy w Niemczech i oczekiwałam na egzamin z języka niemieckiego Goethe C1.

W tamtym czasie tez w ramach przygotowania do egzaminu, postanowiłam poprawić sprawność spontanicznego porozumiewania się. Oczywiście po niemiecku. Postanowiłam zapisać się na indywidualne konwersacje po godzinie tygodniowo. Korepetytorka okazała się być młodą Niemką, studiującą w Polsce medycynę. Po kilku tygodniach zajęć i przegadanych godzin, zapytała czy nie chciałabym spróbować pracy w niemieckim szpitalu, gdzie pracuje jej mama. Zgadnijcie lekarzem jakiej specjalizacji okazała się być? Mhm… tak, psychiatrą.

Jej klinika zlokalizowana jest w małej kilkutysięcznej miejscowości położonej niemalże przy samej granicy z Holandią. Czyli w zasadzie w najbardziej odległym od Polski miejscu. Czy to dobrze, czy też źle, przekonamy się za jakiś czas. Po godzinach dyskusji z mężem i rodziną (czasami niepotrzebnie nazbyt burzliwych) postanowiliśmy, że spróbujemy.

Ale o tym w kolejnej części.

Link do następnego wpisu z tej serii:

Rezydentura w Niemczech Część 2

6 thoughts on “Rezydentura w Niemczech. Jak to wygląda? Jak zacząć? Cz.1

  1. Super ciekawa historia.Ciekawa jestem jak uczyłaś się języka. A może u Ciebie w domu ktoś mówi po niemiecku?

    1. Nikt u mnie w rodzinie nie mówi po niemiecku. Poza lekcjami z niemieckiego w gimnazjum i liecum chdziłam jednocześnie na korepetycje. Potem przez praktycznie całe studia nie uczyłam się tego języka. W zasadzie przez ostatnie dwa lata uczyłam się w stopniu bardzo zintensyfikowanym tzn. kursy intensywne na poziomie B2 i C1, spotkania z lektorką trzy razy w tygodniu i raz lub dwa z nativem. Oczywiście nie wszystko jednoczesnie, ale mniej więcej tak to wyglądało.

  2. Bardzo spodobały mi się metody wychowawcze Twojego Taty. Ciekawa jestem czy wspierał Twoją decyzję o wyjeździe.

    1. Oj tak… Można o nim powiedzieć, że jest moim największym kibicem od momentu podjęcia decyzji o wyjeździe, a nawet jeszcze wcześniej, ponieważ również zdawał sobie sprawę jak wygląda sytuacja lekarzy w Polsce. A że muru głową się nie przebije, to racjonalna wydawała się perspektywa wyjazdu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *