Zakrzywianie rzeczywistości i czasoprzestrzeni, czyli o tym jak nie ogarniam życia…

Dziś będzie o tym, jak produktywnie organizować czas i przy tym nie zwariować… O nie, na próżno szukacie tu praktycznych porad perfekcyjnej pani domu, czy perfekcyjnego lekarza. Ten wpis, to raczej moja osobista terapia, zanim zwariuję…

Otóż, czy da się dzisiaj wszystko idealnie poukładać w życiu, nie zbzikować i spać przy tym więcej, niż 2 godziny na dobę? Jeśli tak, to proszę o podpowiedzi i recepty. Chętnie przyjmę wszelkie dobre rady. Otóż ostatnio czasu szukam w najciemniejszych zakamarkach mieszkania i piwnicy, zastanawiając się przy tym gdzie się podział.

W chwilach, kiedy znajdę go choć odrobinę, zastanawiam się, jak można w dzisiejszym świecie w ogóle normalnie funkcjonować. Otóż wszelkie media krzyczą do nas, że w każdej dziedzinie życia musisz być idealna, idealny. Najlepiej zacznij dzień od relaksującej jogi i pożywnego śniadania, np. owsianki lub sałatki z awokado, z pięknymi kolorowymi dodatkami, no i koniecznie wrzuć piękne zdjęcie w dziennym świetle na Instagram, jak to zdrowo się odżywiasz. Następnie robisz makijaż, ale nie taki tam byle jaki! Z kosmetyków organicznych i najbardziej bio. Potem koniecznie focia w windzie w najmodniejszym looku, taka niby od niechcenia. Następnie koniecznie zdjęcie z pracy pokazujące, jak to ci praca sprawia przeogromną frajdę, a Ty ciągle o godzinie 16 w pełnym makijażu i czerwonych ustach z uśmiechem na twarzy.

 

 

Kolejny punkt to jeszcze zdrowszy obiad, same kolorowe warzywa na talerzu i do tego smoothie, oczywiście świeżo zmiksowane. Co jeszcze? Zakupy, pełen relaks, poza tym masz jeszcze mnóstwo czasu na naukę, ugotowanie obiadu, kolacji dla Was dwojga. A wieczorem zostaje jeszcze chwila na to, by przy świecach w wannie odlecieć gdzieś z myślami i marzeniami oraz oderwać się od rzeczywistości. Nie zapominajmy o sporcie! Fakt, joga była rano, ale trzeba jeszcze zrobić trening cardio lub siłowy. Potem obowiązkowo sauna dla oczyszczenia porów. No, a gdzie maseczka i odżywiane włosów? Przecież to trzeba robić regularnie Kochani!

 

 

Oprócz nauki i codziennych czynności, warto jeszcze poczytać coś dla własnego rozwoju duchowego. W tym wszystkim absolutnie nie wolno zapomnieć o całej masie przyjaciół, zrobieniu paru uśmiechniętych selfie wśród dyń, czy ozdób świątecznych. No tak! Prawie zapomniałam, że zaczął się już świąteczny szał, a więc pierniczki, czerwone płaszczyki i świąteczne dekoracje są obowiązkowe! Wszystko to jest mocno okraszone uśmiechem na twarzy i skrzętnie dokumentowane na instagramowym koncie. Ależ to nasze życie jest idealne! No właśnie nie, bo od czasu do czasu piszesz, że jest okropne… Dlaczego?  A no bo na jeden dzień porzuciłaś dietę i zjadłaś strasznego burgera… Ale tak całkiem przypadkowo w najbardziej lansiarkiej burgerowni w mieście. I przeżywasz, że przy wadze 40 kg przybędzie Ci dodatkowe 45 g! No, ale piszesz, że przecież żyje się dalej, również z pięknym uśmiechem na twarzy, w towarzystwie równie uśmiechniętego chłopaka, którego miłość tryska z każdego piksela idealnie obrobionego zdjęcia.

 

 

A jak to wygląda naprawdę? Wstaję rano ze zdecydowanie ciężkimi powiekami. Na zewnątrz ciemno i zimno. Prawdopodobnie leje deszcz, ale nie wiem tego pewna, bo mgła jest taka, że nie widzę barierki własnego balkonu. Wieje, to wiem na 100%, bo okna trzeszczą pod naporem wiatru. Pierwsze co robię, to wskakuję w ciepłe skarpetki i kieruję się w stronę kuchni. Po cichutku błogosławię męża, że nasypał składniki owsianki i muszę tylko zagotować mleko. Nie… bynajmniej nie bezlaktozowe, bezglutenowe, czy Bóg sam raczy wiedzieć jakie… normalne mleko. I jak ja mam zrobić piękną fotkę, jak światła o tej porze zero, null, nic, a nic? No cóż nie zrobię. Po śniadaniu wykonuję coś w rodzaju makijażu, bynajmniej nie z kosmetyków organicznych, bo niby kiedy mam je zakupić? Joga nawet nie przemknęła mi przez głowę, no chyba, że w bujnych wyobrażeniach. Ale jeśli przeciągnie się po wstaniu też się liczy, to zaliczone… 😀 Najmodniejszy look? Owszem w szafie ciuszków wisi sporo, ale połowa niewyprasowana… Kiedy to zrobić? „Jutro” obiecuję sobie. Potem szybko zabieram pudełko z jedzeniem, bo to szpitalne podejrzenie świeci jak się bliżej spojrzy. Pewnie od nadmiaru chemii. Patrzę na zegarek, no tak za 3 ósma, spóźnię się, myślę. W drodze do pracy układam plan na dzień, sortuję szybko w głowie, co mam zrobić, żeby już w pracy na to nie tracić czasu.

 

 

Do domu wracam o godzinie 16.30, czasem później, rzadko wcześniej. Wracając do domu, obmyślam plan, czego to ja nie zrobię, jak produktywnie spędzę czas, czego będę się uczyć no i oczywiście planuję chwilę dla siebie i obowiązkowy relaks. Co z tego wychodzi? Przeważnie niewiele. Czasem obejrzę serial, co bynajmniej nie podchodzi pod kategorię rozwoju duchowego. Zakupy i obiad, to punkt obowiązkowy, ale czy zawsze taki w 100% zdrowy ? Mam tylko nadzieję, że zdrowszy niż stołówka i pożywniejszy. Gdy już skończę wszelkie rozmowy telefoniczne, przeważnie łapię się na tym, że bezmyślnie przeglądam Instagram, starając nie myśleć o pracy. W domu panuje chaos, coś zepsuło się w lodówce, pranie wysypuje się z suszarki, a kłótnia wisi jak gradowa chmura w powietrzu. Ale trening najważniejszy myślę sobie pędząc na siłownię 40 minut przed jej zamknięciem. Pędem wpadam na bieżnię i myślę sobie, że może będzie krótko, ale intensywnie. To przeważnie jedyna chwila w ciągu dnia, kiedy z muzyką na uszach po prostu się wyłączam i nie myślę o niczym. Nawet o tym, że mojej twarzy naprawdę przydałby się peeling i porządne nawilżenie. Sauna? Phi… Może jak moja doba będzie miała 32 godziny… Już nawet nie wspominam o sytuacjach, kiedy mam dyżur i wracam następnego dnia nieprzytomna do domu. Owszem zdarzają się takie, że mogę spać jak normlany człowiek, ale jest to rzadkie zjawisko.

A kiedy tak naprawdę myślę, że nic mi więcej nie potrzeba? Zdecydowanie w leniwe sobotnie wieczory, kiedy spędzamy czas wspólnie z Kamilem, leżąc i oglądając serial za serialem, popijając gorącą herbatę, zajadając się pieczoną ciecierzycą. Lub wtedy, gdy spotykamy się z koleżanką przy winie i możemy godzinami plotkować, nawet po niemiecku. Nie szkodzi. Czy potrzeba mi do tego idealnych zdjęć na Instagramie, super fit ciała i najmodniejszego looku? Absolutnie nie. Już chyba dawno pogodziłam się z tym, że życie nie jest idealne, choć nie wiem jak byśmy wszystko zaplanowali. Jeżeli komuś się to udaje, to wielki szacunek, ale przepraszam, ja wysiadam, bo nie ogarniam.

 

 

Dlaczego o tym piszę? Bo dążenie do ideału, staranie się nie popełnienia żadnego błędu, prowadzi często do załamania nerwowego, depresji i leków. Uważam, że największą sztuką jest nauka odpuszczania w pewnych kwestiach i czerpanie szczęścia z maleńkich przyjemności. Ja ciągle się tego uczę, bo przy takim natłoku naprawdę jest ciężko nie zwariować. I nie dajmy się zwieść mediom społecznościowym, to jedna wielka ściema.

4 thoughts on “Zakrzywianie rzeczywistości i czasoprzestrzeni, czyli o tym jak nie ogarniam życia…

  1. Świetny tekst. Czytałam jednym tchem. Ja również żyję w wiecznych chaosie chociaż jestem w wieku balzakowskim i nie pracuję. Wreszcie coś dla mnie. Pozdrawiam i życzę powodzenia.

  2. No tak. Dodaj do tego 2 dzieci i psa z nowotworem po operacji. Urlopu nie mam bo jak nie pracuję to nie zarabiam. Do tego test Młodego z mnożenia i dzielenia, Mikołaj bo przecież trzeba cokolwiek łobuzom ogarnąć, jazda z psem do veta bo płukanie rany trzeba zrobić. Ostatnio mam dość codziennie.

  3. You just made my day:) właśnie to już się miałam załamywać, że czemu po raz kolejny z czymś się nie mogę wyrobić, czemu posiłki nie są zaplanowane tak jak powinny. I w zasadzie sama do siebie mam pretensje za to, co robię. Chyba trzeba sobie odpuścić. Nie można przesadzać i zwyczajnie cieszyć się z tego, co mamy:) i od razu się człowiek czuje psychicznie lepiej! Pozdrawiam Cię cieplutko! Ja co prawda jeszcze „piękny”okres studiów, ale już zaczyna brakować mi czasu😂

    1. Zdecydowanie idąc do pracy nauczyłam się właśnie odpuszczać 🙂 Nie zawsze musi być wszystko idealne, posiłki zaplanowane, trening zrobiony, czy nauczone na tydzień do przodu. Ja polecam również listę priorytetów na dany dzień lub tydzień, co jest w danej chwili najważniejsze. Ale życzę wytrwałości i samozaparcia w dążeniu do wyznaczonych celów ! 🙂 studia wspominam z łezką w oku, czasu było wprawdzie więcej ale pamętam uczucie, że ciągle coś „wisiało” nad głową… Pozdrawiam 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *