Rezydentura w Niemczech Cz.4

Pierwszy miesiąc w szpitalu był pełen nowych, stojących przede mną wyzwań. Na szczęscie nie zostałam rzucaona na głęboką wodę. Więcej szczegółów poniżej.

 

Następne dni upłynęły dosyć spokojnie, w większości na szkoleniach, poznawaniu ludzi oraz organizacji pracy na oddziale. Pierwszy miesiąc, „pracowałam” na zasadzie wolontariatu, ponieważ w Polsce miałam urlop i chciałam go wykorzystać robiąc już hospitację w Niemczech. Dopiero od listopada miałam podpisać umowę o pracę. W związku z tym nie mogłam jeszcze pobierać krwi, czy robić dojść dożylnych, czyli tzw. wenflonów. Tak, ważna sprawa – w Niemczech pobieranie krwi, zastrzyki, czy zakładanie wenflonów robią lekarze, a nie pielęgniarki. Osobiście uważam, że to dobrze… nie ma potem sytuacji, że coś dzieje się nagle, a trzeba czekać na pielęgniarkę, żeby założyła dostęp dożylny. Poza tym robiąc takie rzeczy jak np. poranne pobranie krwi, od razu ma się kontakt z pacjentami, co na psychiatrii jest bardzo ważne.

 

 

Będąc jeszcze w Polsce trudno mi było sobie to wyobrazić. Jak to? Lekarz ma pobierać krew? Przecież to trwa długo i w ogóle dlaczego tak? Teraz jest to dla mnie zupełnie normalne. Oczywiście, że na początku, było to dla mnie trudne, bo wymagało wprawy i wszystko trzeba było wyćwiczyć. Pierwsze nie zawsze udane próby wykonywałam na najbliższych, czyli mama i Kamil (reszta uciekała w popłochu). Na szczęście, zawsze mogłam również liczyć na pomoc starszych, bardziej doświadczonych kolegów czy koleżanek z pracy, którzy zawsze dawali mi poćwiczyć na pacjentach i nie było, że oni zrobią to szybciej, lepiej. Ja musiałam się tego nauczyć i to było równie ważne, co poranna konferencja. Teraz już mogłabym pobrać krew chyba nawet po ciemku. I ani razu nie zakłułam się igłą 😊

 

 

Jak wygląda praca na oddziale? Tydzień zaczynamy zawsze Oberarztvisite, czyli obchód z Oberarztem. Wtedy można spokojnie omówić każdego pacjenta, rozwiać wątpliwości  i zdecydować o dalszym postępowaniu, diagnostyce i leczeniu. Moim zdaniem te wizyty służą bardziej lekarzom asystentom, jako wsparcie i pomoc w rozwianiu wątpliwości. W czwartki na naszym oddziale odbywa się Chefarztvisite, czyli obchód z samym szefem psychiatrii. U nas byłby to odpowiednik profesora lub kierownika kliniki w szpitalu klinicznym. Wtedy jeszcze raz przedyskutowujemy poszczególne przypadki i dalsze leczenie. Jest to również bardzo dobry moment na zadawanie pytań, co do leczenia. Dyskusje z Chefarztem są jak najbardziej na miejscu i widać, że cieszą go, ponieważ pokazują zaangażowanie danego lekarza. Oczywiście zawsze towarzyszy temu nutka humoru i nigdy nie ma poważnej, grobowej atmosfery, co sprzyja luźnej dyskusji, wymianie obserwacji i spostrzeżeń. To zupełnie coś innego niż wizyta tego jedynego, nieomylnego profesora w Polsce.

Sam szef zresztą często powtarza, że nikt nie jest nieomylny i wszystkowiedzący. Dlatego zawsze trzeba pytać. Jak tylko coś nam się przy pacjencie nie podoba, a nie wiemy co, zawsze trzeba pytać.

Kilka razy właśnie na początku, sam Chefarzt zaprosił mnie na wizyty, na poszczególnych oddziałach. Zawsze szczegółowo tłumaczył, dlaczego tak, a nie inaczej zmienia lekarstwa, czy sposób postępowania z pacjentem. Po omówieniu około 12 pacjentów jest przerwa na kawę. Raz zostałam zaproszona do kawiarenki u nas w szpitalu, razem ze starszym lekarzem, spełniającym funkcję ordynatora na oddziale zamkniętym. Mało tego, sam Chefarzt postawił nam kawę i przekąski. Niby nic wielkiego, a jednak bardzo miły gest, w stosunku do początkującego lekarza, już nie dodam, że lekko zagubionego. Wtedy też mogliśmy całkiem swobodnie porozmawiać, dlaczego zdecydowaliśmy się na wyjazd, co robi mój mąż itp. Uważam, że chciał po prostu trochę mnie poznać bliżej i stworzyć atmosferę zaufania, żebym zawsze mogła się do niego zwrócić. Przypominam, że pracuję na psychiatrii, więc takie rzeczy, nawet między pracownikami mają duże znaczenie.

Reszta października upłynęła na poznawaniu terapii jakie są do dyspozycji w szpitalu. Badminton, siłownia, treningi fitness, trening na komputerze umożliwiający poprawienie koncentracji, terapia światłem, wycieczki, trening umiejętności domowych (pieczenie, gotowanie), hypnoterapia, techniki relaksacji, wykłady dotyczące zdrowia, jazda na rowerze, wycieczki tygodniowe, terapia sztuką, ergoterapia, masaże, gimnastyka korekcyjna… To tylko kilkanaście, które teraz przychodzą mi do głowy, a uwierzcie mi że wybór terapii dla pacjentów jest naprawdę imponujący. Niby wiele nie robiłam w tym czasie, a i tak po powrocie do domu byłam zawsze wykończona. Może dlatego, że wszystko było po niemiecku? A może, że wszystko było nowe i wymagało sporo wysiłku? Na szczęście moja koleżanka, lekarka z oddziału była Polką, więc jeśli czegoś nie zrozumiałam, mogłam się do niej zwrócić. Tłumaczyła mi i wyjaśniała sporo rzeczy po Polsku, choć na pewno nie było to dla niej łatwe po 13 latach pracy już w Niemczech.

W listopadzie zaczęłam gromadzić odpowiednie dokumenty do złożenia wniosku o Approbation, czyli niemieckie prawo do wykonywania zawodu lekarza. Mogłam je złożyć w niemieckiej izbie lekarskiej dopiero po otrzymaniu polskiego PWZ, a to miałam otrzymać dopiero w listopadzie.

W listopadzie wróciliśmy właśnie w tym celu na kilka dni do Polski, do Wrocławia. Trzeba było szybciutko załatwić formalności, tłumaczenia i sprawy administracyjne. Oczywiście spotkałam się też z kilkoma koleżankami i powymieniałyśmy doświadczenia. Miło było spędzić tych kilka dni w Polsce. Niestety zleciały one bardzo szybko i znów wracaliśmy do Niemiec.

W listopadzie zaczęłam robić przyjęcia pierwszych pacjentów. Czyli musiałam z nimi rozmawiać po niemiecku. Jak mi poszło? I czy było lekko? Tego dowiecie się z następnych postów 😊

Linki do poprzedniego i następnego wpisu z tej serii:

Rezydentura w Niemczech Część 3

1 thought on “Rezydentura w Niemczech Cz.4

  1. Fajna historia. Miło przeczytać jak ktoś optymistycznie podchodzi do życia i pokonuje róźne życiowe trudności. Pozdrawiam z Polski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *