Szczepienie – małe ukłucie, dużo krzyku

W jakich czasach przyszło nam żyć… Wydawałoby się, że mamy XXI wiek. Z jednej strony ludzkość robi niewyobrażalne postępy w każdej dziedzinie nauki. Oczywiście niektóre z obranych przez naukowców kierunki rozwoju często okazują się ślepymi zaułkami lub stawiają oni czoła problemom, którym ze stanem wiedzy na dzień dzisiejszy nie mogą sprostać, co nie wyklucza, że nie dokonają tego jutro. Jeszcze nigdy wcześniej wiedza nie była tak łatwo dostępna. Czasami wystarczy jedno wyciągnięcie ręki lub jeden mały ruch palcem… Klik i już wiem coś, czego jeszcze przed chwilą nie wiedziałam/-łem.

Z drugiej strony nigdy wcześniej manipulacja ludźmi nie była tak łatwa jak właśnie teraz. Kto z nas jeszcze kilka lat temu przejmował się jakimiś teoriami spiskowymi typu rzekome ataki USA na WTC, Chemtrails, iluminatami rządzącymi światem, czy też płaskoziemcami? W zasadzie jakość lub totalny brak dowodów na poparcie tych teorii, powinno skutkować natychmiastowym zaklasyfikowaniem ich jako pseudonauka. Zawsze wydawało mi się, że miały one dość wąskie grono zwolenników, których szkodliwość społeczna była znikoma, a w konfrontacji z licznymi i rzeczowymi dowodami w postaci badań, czy też publikacji, pochodzącymi z drugiej strony barykady, ludzie ci robili z siebie po prostu błaznów. Tak… Wydawało mi się…

Niestety rok 2020 stanął pod znakiem światowej pandemii, która okazała się być wodą na młyn dla wyżej wymienionych poszukiwaczy alternatywnej prawdy, którzy natychmiast przebranżowili się i ogłosili, że żadnego wirusa nie ma, a jak w ogóle jest, to nie jest on groźniejszy od zwykłego przeziębienia. Oczywiście zrobili to w swoim stylu, nie podając przy tym jakichkolwiek potwierdzonych informacji, które każdy z nas może uzyskać z wiarygodnego źródła, tj. jaki przebieg może mieć choroba wywołana przez koronawirusa oraz jakie mogą być dalsze konsekwencje choroby.

Obecnie w Europie pandemia trwa już 10 miesięcy. Wczesną wiosną panował wszechobecny strach i panika. Ze sklepów zaczęły znikać masowo produkty jak makaron, mąka i oczywiście papier toaletowy. Latem niby było normalnie, a o panującej pandemii przypominał nam jedynie obowiązek noszenia masek w sklepach. Jesienią z zaniepokojeniem spoglądaliśmy na wciąż rosnące liczby nowych infekcji oraz osób, które umarły z powodu powikłań koronawirusowych lub z koronawirusem. Ale nagle pojawiła się również nadzieja na zahamowanie tego szaleństwa…

A tu już po szczepieniu. Znajdź 5 NOPów.

Szczepionka! Jest. Nowa, świeżutka, prosto z lodówki. Jak ja się ucieszyłam, kiedy wracając do pracy po świętach dostałam informację, że w ciągu paru dni będę mogła się zaszczepić. – Tak szybko? Nie do wiary, pomyślałam. Niemiecki rząd postanowił zaszczepić najpierw osoby starsze 80+ oraz mieszkające w domach opieki, ale także personel domów opieki oraz szpitali, które posiadają oddziały m.in. IOM lub geriatrii. Oczywiście wszystko dobrowolnie. Zero przymusu. Z racji tego, że mój szpital przyjmuje ostre przypadki i osoby starsze, zostaliśmy zakwalifikowani do grupy osób o najwyższym priorytecie. Dla mnie brzmi to prawie jak wyróżnienie.

Niosąc tę radosną nowinę przez szpital mój entuzjazm z minuty na minutę gasł w oczach…

Jak to będziesz się szczepić tak szybko? A nie boisz się? Ja to chyba poczekam…

Nie wie pani, że szczepionki wywołują choroby autoimmunologiczne?!

Wiesz, coś za szybko wynaleźli te szczepionki. Nie wiadomo co w nich jest.

A ja to słyszałam, że oni do tej szczepionki to płody zabijali… Podobno jest też w nich krew małpia, bo w telewizji te strzykawki jakieś takie żółtawe były…

A skąd oni wiedzą w ogóle, że ta szczepionka w ogóle działa?

Mnie powoli zaczęły opadać ręce, ale cierpliwie mówiłam, tłumaczyłam, pokazywałam badania, skutki uboczne…

Ale przecież to w ogóle nie jest przebadane.

Najlepszym kontrargumentem moich rozmówców na moją wypowiedź, że wywoływanie chorób autoimmunologicznych przez szczepionki nigdy nie zostało udowodnione, było stwierdzenie: – Jest takie powiązanie między szczepieniami i chorobami autoimmunologicznymi! Tak jest i już!

Jeszcze daleka i kręta droga przed nami…

Nauczona doświadczeniem zaprzestałam po prostu rozmowy na ten temat. W takich momentach czuję się jakbym waliła głową w ścianę. – I to jest personel medyczny, pomyślałam sobie. Ciekawe, ile osób odmówi szczepienia w pozostałych grupach społecznych/zawodowych?

Czarę goryczy przelał jednak telefon od kolegi po fachu, który z przerażeniem w głosie stwierdził, że on chyba też na razie się wstrzyma, bo pielęgniarki na oddziale mówią, że to może być niebezpieczne, pytając jednocześnie mnie, co ja na ten temat sądzę i czy się szczepię. W jednym momencie zawrzała we mnie wściekłość i wybuchłam… – Oczywiście, że się szczepię i ty też powinieneś! Jak najszybciej się da! Ja nie mam żadnych wątpliwości i nie wierzę w żadne durne teorie!

W tym momencie nie dowierzałam w to co słyszę… Lekarz wątpi w działanie, czy słuszność szczepień? – To niemożliwe, pomyślałam sobie ze smutkiem i żalem.  Jak to możliwe, że lekarze wątpią w potęgę szczepień? W coś, co uratowało miliony istnień, pokonało choroby, które jeszcze niedawno dziesiątkowały nie tylko Europę, ale i cały świat.

Kiedy ostatnio widziano powikłania polio, czy odry? Kto ostatnio słyszał o śmiertelnym przypadku czarnej ospy, czy różyczki? Tylko dzięki szczepieniom studenci medycyny uczą się o tych chorobach jedynie z książek i na szczęście nie mają w zasadzie żadnych szans na spotkanie tych chorób w praktyce!

Wydawało mi się, że kolega jest jednym odosobnionym przypadkiem, który na szczęście tylko na chwilę gdzieś zbłądził. Jednak następnego dnia podczas rozmowy koleżanka (również lekarz) stwierdziła, że ona jeszcze zaczeka na dalsze zalecenia, bo słyszała o tym, że ta szczepionka może wywoływać niepłodność u kobiet. Nie wierzyłam własnym uszom. Niestety to nie był ostatni raz, kiedy zaczęłam powątpiewać w kompetencje koleżanek i kolegów… Niedługo potem zadzwoniła do mnie koleżanka ze szpitala, w którym pracowałam poprzednio. Powiedziałam jej, że już dostałam pierwszą dawkę i zapytałam jak to u nich w Niedersachsen wygląda. Powiedziała, że program szczepień jeszcze nie ruszył, ale ona nie będzie się na razie szczepić, ponieważ słyszała, że szczepionka może wywołać niepłodność. W tym przypadku zatkało mnie całkowicie, ponieważ ona i jej mąż oboje są lekarzami… Skąd ci ludzie czerpią takie informacje? Postanowiłam sama sprawdzić, co wszechwiedzące Gugle mają mi w tej kwestii do powiedzenia. Po dwukrotnym okrążeniu Internetu znalazłam jakąś beznadziejną amatorską stronkę, gdzie jakiś szarlatan głosił takie opinie, jakoby szczepionki miałyby powodować m.in. bezpłodność i zawierać metale ciężkie oraz mikro chipy, a sam koronawirus rozprzestrzenia się przy pomocy 5G… Pozostawiam to bez komentarza.

Tymaczasem do Drezna zawitała zima. Mam nadzieję, że ostudzi to nieco emocje.

Jak mamy zapobiegać koronawirusowi, jeżeli sami lekarze boją się szczepień? Przecież wiemy jakie są skutki choroby nim wywołanej. Na to umierają ludzie. Czy ktoś się zastanawiał, jakie mogą być długofalowe skutki koronawirusa? Niestety na razie na ten temat krążą jedynie domniemania, ponieważ jest jeszcze zbyt wcześnie, aby coś uznać za pewnik. Ale zdecydowanie wiemy od osób, które przechorowały, że była to jedna z najpoważniejszych chorób jakie zdarzyło się im w życiu przejść. Utrata węchu, smaku, zaburzenia koncentracji… To tylko nieliczne z mogących trwać miesiącami objawów po przebytej infekcji.

Jeżeli chodzi o mnie, to napewno nie chcę ryzykować i sama się przekonać jak to jest. Dlatego czekam z niecierpliwością na drugą dawkę.

Wychodząc spoza mojego kręgu znajomych, wśród których nie brakuje przeciwników i osób wahających się, dziwię się jeszcze bardziej. Rzekłabym nawet, czym dalej w las, tym ciemniej… Ostatnio czytałam o lekarce z Sachsen (Saksonia to land, w którym aktualnie mieszkam), która na jednej z demonstracji przeciwko ograniczeniom, wypowiedziała takie oto słowa: „Maska to gwiazda. Cieszę się, że nie musi być żółta”. Poniżej zamieszczam zdjęcie gwiazdy, którą autorka wypowiedzi miała na myśli…

Link do artykułu

Na szczęście w stosunku do tej pani toczy się już postępowanie wyjaśniające w Saksońskiej Izbie Lekarskiej, która prowadzi dochodzenie w ok. 50 podobnych przypadkach. W samej Saksonii! Autor artykułu uspokaja, ponieważ lekarze ci są w mniejszości, ale jak dla mnie jest to o 50 za dużo…

Przeraża mnie również fakt, że część personelu medycznego, pielęgniarek, ale też lekarzy nie ma tak naprawdę pojęcia o podstawowych zasadach zapobiegania zakażeniu, zarówno tu w Niemczech, jak i w Polsce. Dlatego kwarantanna jest traktowana jako sztywny okres podyktowany przez Sanepid. Mam objawy, ale przecież już minęły dwa tygodnie. Jestem zdrowy! Testy? A kto by się testował… Lepiej iść na krótkie chorobowe, bo krócej i mniej problemów.

Testy kontrolne? Objawy? Jak długo można zarażać innych? Tematy niezgłębione, które wyskakują w pierwszych lepszych wytycznych po kliknięciu w Google. Przyznam również, że nie śledzę najnowszych wytycznych i nie jestem w tym temacie alfą i omegą. Ale uwierzcie mi, że gdyby chociaż jeden test na SARS-CoV-2 wyszedłby mi pozytywny lub gdybym miała choć cień podejrzenia, że mogę być chora, nie czekałabym ani chwili na to, aby zaktualizować swoją wiedzę w tej materii i stosować się do zaleceń.

Zadawanie pytań. To jest to, co polska służba zdrowia podczas mojego rocznego stażu próbowała we mnie zabić, a czego nauczyłam się na nowo tu w Niemczech. Wszyscy słyszeliśmy nie raz powiedzenie „Nie ma głupich pytań, są tylko głupie odpowiedzi”. Ja dodałabym jeszcze „… oraz niekompetentni nauczyciele”. Ja osobiście mam to szczęście, że trafiałam na takowych bardzo rzadko.

W kontekście szczepień jest podobnie. Mało kto z nas jest ekspertem w dziedzinie epidemiologii, czy wakcynologii. To normalne, że mamy wątpliwości, bo kto z nas przeżył coś takiego i na taką skalę jak pandemia? Nie bójmy się zadawać pytań, a w poszukiwaniu odpowiedzi nie dajmy się zwariować i nie ufajmy fałszywym autorytetom, jak gwiazdy, czy influenserzy, ponieważ jedyne czego oni od nas potrzebują, to nasza uwaga. Nic więcej. Poza tym jak śmiesznie brzmią słowa „Dopóki żyję nie dam się zaszczepić lub sobie wstrzyknąć czegoś, czego nie znam do organizmu” w ustach opuchniętych od kwasu hialuronowego „artystki”, która posiada wykształcenie średnie zawodowe… niepełne.

Jak widać czasem zadając proste pytania zajdziemy dalej, niż nie robiąc nic udając, że wszystko już wiemy.

1 thought on “Szczepienie – małe ukłucie, dużo krzyku

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *