Pokaż lekarzu, co masz w niemieckim garażu, czyli jak zarabia młody lekarz w Niemczech

Wyjechaliśmy do Niemiec już prawie 3 lata temu. Ależ ten czas leci… Głównym celem naszej emigracji było to, abym nie musiała pracować tak dużo jak młody lekarz, który po sześciu latach ciężkich studiów, nie oszukujmy się, ma nieco większe oczekiwania niż to, co zazwyczaj oferuje mu polski system ochrony zdrowia.

Czy mi się udało i czy to się w ogóle opłacało? Często zadajecie takie pytania, a więc zaczynamy!

Na początku kiedy przyjechałam do Niemiec, jak każdy nowoprzybyły do tego kraju lekarz, który kształcił się za granicą (dotyczy to również osoby z niemieckim paszportem), musiałam wysłać wszystkie swoje, przetłumaczone na język niemiecki dokumenty do odpowiedniej izby lekarskiej. W moim przypadku była to Ärztekammer Niedersachsen. Potem musiałam zdać egzamin potwierdzający znajomość języka fachowego (medycznego) i mogłam dostać tzw. Approbation, czyli dokument odpowiadający polskiemu prawu do wykonywania zawodu. Warto w tym miejscu wspomnieć, że każdy niemiecki Land (odpowiednik naszego województwa) ma inne kryteria, które należy spełnić, aby w ogóle podejść do ww. egzaminu. Czasami niezbędny jest certyfikat znajomości języka na poziomie B2 lub C1. Ja przed wyjazdem zdałam C1 w Instytucie Goethe’go w Dreźnie, ale akurat w Dolnej Saksonii (Niedersachsen) nie wymagało się przedstawiania takiego świadectwa. Na egzamin musiałam poczekać około 6 miesięcy, co nieco ostudziło moje zapędy co do zarobków. Na szczęście jak już pisałam wcześniej, szpital pomógł nam na początek w znalezieniu mieszkania tymczasowego, które było dosyć tanie.

Poza tym dostałam umowę o pracę, opłacone miałam wszystkie ubezpieczenia i otrzymywałam wynagrodzenie w wysokości ok. 1200 € na rękę. Na początek nieźle, tym bardziej, że lepsza perspektywa miała niebawem nadejść. Teraz, kiedy znam już wiele historii ludzi, którzy tak jak i ja przyjechali do tego kraju w poszukiwaniu stabilizacji w życiu, wiem, że nie każdy miał tyle szczęścia co i ja. Dlaczego? Często zdarza się tak, że ludzie pochodzący spoza Unii Europejskiej, nieważne, czy to z Białorusi, Iranu, Syrii, czy Rosji, poza już wcześniej wspomnianym egzaminem językowym, muszą również zdać egzamin aprobacyjny, na którym muszą dowieść, że posiadają wystarczającą wiedzę ogólnomedyczną. Nie jest to wielki problem dla świeżo upieczonych lekarzy, lecz lekarzom specjalistom, którzy już dobrych kilka lat skupiają się jedynie na wąskim obszarze medycyny, może przysporzyć to wielu trudności. Dodajmy do tego często wielomiesięczny czas oczekiwania na egzaminy podczas, którego ludzie ci nie mogą podjąć pracy zarobkowej jako lekarz, bo nie posiadają pozwolenia na pracę. Co robią w tym czasie? Wielu z nich decyduje się na pracę w formie wolontariatu po to, aby nie wypaść z obiegu i powoli wdrażać się w niemiecki system opieki zdrowotnej. Za totalny absurd uważam to, że pomimo braku jakiegokolwiek wynagrodzenia za pracę często niedobiegającą od tej, którą normalnie wykonują zatrudnieni lekarze, muszą jeszcze z własnej kieszeni zapłacić składkę na ubezpieczenie zdrowotne. Dziwi to tym bardziej, zważywszy na fakt, że niemiecki system opieki zdrowotnej do roku 2013 „wciągał” wszystkich lekarzy jak leci, nawet bez znajomości języka. Dzisiaj, w dobie światowej pandemii, mówi się tutaj o liberalizacji procedur naboru lekarzy zza granicy. Dlatego, patrząc z perspektywy czasu, to 1200 € ma dla mnie dużo większą wartość niż wówczas.

Niewątpliwie dużym plusem była praca w szpitalu pod nadzorem starszych koleżanek i kolegów, brak dyżurów i możliwość uczenia się języka w tempie ekspresowym. Po zdanym egzaminie przyszło mi jeszcze dwa tygodnie poczekać na Aprobację. Wtedy też dostałam nową umowę, a moja praca od tego momentu zaczęła być wynagradzana zgodnie z systemem wynagrodzeń lekarskich w Niemczech. Jest to bardzo prosty system, który uzależniony jest od stażu pracy oraz pełnionej funkcji w szpitalu. Jest on aktualizowany praktycznie co roku, co wiąże się zazwyczaj z kilkuprocentowymi podwyżkami. Poniżej zamieszczam aktualną tabelę TV-L:

Zaczynając zawód lekarza, znajdujemy się w pierwszej kolumnie i nasza pensja wzrasta wraz ze stażem pracy. Podane kwoty są oczywiście kwotami brutto. Od tego odprowadzany jest podatek, ubezpieczenie zdrowotne, ubezpieczenie emerytalne, ubezpieczenie opiekuńcze oraz masa innych drobnych rzeczy i mniejszych ubezpieczeń dodatkowych. Koniec końców w zależności od szeregu czynników, np. klasy podatkowej, stanu cywilnego, ilości dzieci, wybranej kasy chorych, zostaje nam na rękę w granicach od 58% do 65 % kwoty podanej w tabeli. Piszę tutaj o tzw. szpitalach komunalnych, czyli nieuniwersyteckich i nienależących do prywatnych sieci takich jak Helios, Asklepios itd. Ja w takim właśnie szpitalu komunalnym pracowałam 2 lata. Obecnie pracuję w szpitalu uniwersyteckim. Poniżej tabela wynagrodzeń oto właśnie takiego szpitala:

Należy tutaj zaznaczyć, że tydzień pracy w szpitalu uniwersyteckim liczy sobie 42 godziny, a w szpitalu komunalnym 40 godzin.

Dodatkowo do pensji bazowej dochodzą jeszcze dyżury, orzeczenia sądowo-psychiatryczne i w niektórych szpitalach leczenie pacjentów ambulatoryjnie (polski odpowiedni przychodni specjalistycznej).  To wszystko jest dodatkowo płatne i to nawet całkiem nieźle, ale to też oczywiście zależy od tego, jaki mamy układ ze szpitalem. Już wyjaśniam w szczegółach. Dyżury w zależności od ilości wykonywanej podczas ich trwania pracy są podzielone na różne poziomy. U mnie w szpitalu, obowiązuje najwyższy z nich, czyli przy nakładzie pracy większym niż 50% całkowitego czasu dyżuru, każda godzina liczona jest jako 90% normalnej stawki godzinowej (teraz przechodzimy na 95%). Poza tym są jeszcze poziomy 80% i 60%. W weekendy dochodzi dodatek za pracę w dni świąteczne i na każdym dyżurze dodatek za pracę w nocy. Po dyżurze w dzień roboczy, po którym następuje również dzień roboczy, mamy dzień wolny od pracy, który jest odliczany od płacy. I tak za 4 pełne dyżury w miesiącu (3 w dni robocze, od 17 do 8 rano i jeden weekendowy 24-godzinny) wychodzi ok. 1000 € „na czysto”.

Orzeczenia sądowo-psychiatryczne piszemy pod okiem specjalisty, przeważnie naszego ordynatora. I tutaj też sprawa ma się różnie. W poprzednim szpitalu, po sprywatyzowaniu, szpital zabierał około połowy kwoty jaką za taką usługę płacił sąd, ale za to odpadały koszty wysyłki oraz korekty, czym zajmowały się panie sekretarki pracujące w szpitalu. Aktualnie 100% kwoty widniejącej na fakturze trafia do mojej kieszeni. Koszty korekty i wysyłki doliczam do faktury. Na koniec roku, pozostaje mi tylko samemu rozliczyć się z urzędem skarbowym. W mojej klasie podatkowej muszę odliczyć 17%. Stawki sporządzania takich opinii są całkiem niezłe. Praca rozliczana jest w godzinach, a dodatkowo otrzymuje się dodatek za ilość słów. Ewentualnie koszty dojazdów do pacjenta są również płatne 100%. Za 7 godzin pracy wychodzi ok. 600 €. Oczywiście czasem można sobie coś dodać, np. jeżeli musimy kilka godzin dłużej posiedzieć w książkach lub najnowszych artykułach, bo trzeba zmienić diagnozę. Jednak nie wolno przeginać, bo może się okazać, że będzie to ostatnie nasze orzeczenie otrzymane z danego sądu. Jeśli ma się czas i chęci można takich orzeczeń napisać w miesiącu dwa lub trzy. Jak dla mnie jedno miesięcznie w zupełności wystarczy. W końcu czas wolny jest równie ważny. Mam kolegów, którzy na samych orzeczeniach potrafią wyciągać drugą pensję miesięcznie.

Jak już wspomniałam tabele te są co roku aktualizowane i pensje rosną w górę dla całej tabelki co roku. Już teraz na przykład wiadomo ile będziemy zarabiać w roku 2021. Komisje opracowujące tabele zbierają się raz na 3 lata i ustalają procentowy wzrost płac na 2 lata do przodu.

Dodatkowo, w zależności od szpitala, dostajemy pieniądze na dokształcanie. Zazwyczaj jest to 1000 lub 2000 € rocznie na szkolenia jakie tylko chcemy. Są to np. kursy wymagane w danej specjalizacji. Na psychiatrii jest to psychoterapia.

Jako specjalista dostajemy oczywiście więcej pieniędzy na kształcenie rocznie, ponieważ specjaliści muszą zbierać obowiązkowo punkty kształcenia z różnych szkoleń, kursów itp., które rozliczane są co 5 lat.

Bardzo często otrzymujemy też od szpitala książki, z których możemy czerpać obowiązującą nas wiedzę. W ciągu paru miesięcy dostałam np. podstawowy podręcznik do Psychiatrii i książkę o wszystkich lekach stosowanych na psychiatrii, najnowsze wydania, aktualizowane co roku. Takie małe 2 biblie psychiatrów. Do dyspozycji mamy ogromną bibliotekę uniwersytecką, w której znajdziemy prawie wszystkie interesujące nas tytuły. Jeżeli chcemy natomiast samodzielnie zaopatrywać się w literaturę, to żaden problem. Na koniec roku przy składaniu oświadczenia podatkowego, część z wydanych pieniędzy wróci do nas w postaci ulgi podatkowej. To samo tyczy się kosztów szkoleń, noclegów, dojazdów do pracy, ewentualnych przeprowadzek, etc. W najlepszej sytuacji podatkowej są pary, posiadające co najmniej dwójkę dzieci. W najgorszej – bezdzietni single.

Czy jestem zadowolona z niemieckich zarobków i czy opłacało się wyjechać? Uważam, że tak. Oczywiście zdobyta wiedza i doświadczenie są dla mnie bezcenne, ale traktując to bardziej przyziemnie, jestem zadowolona, że mam jedną pracę, na której mogę skoncentrować się w 100%, bo nie biegam od szpitala do przychodni, a potem jeszcze do gabinetu, co skądinąd wiem, że jest częstą praktyką wśród lekarzy pracujących w Polsce. Mogę w pełni skupić się na swoich pacjentach, a po pracy mam czas, aby doczytać na temat danej choroby, technik używanych w psychoterapii itp. Liczba trzech lub czterech dyżurów miesięcznie jest dla mnie akceptowalna. Gdybym chciała, to mogłabym robić ich mniej, ponieważ zawsze znajdą się koledzy, którzy robią ich bardzo dużo i chętnie je przejmują. Będąc zatrudnioną na pełen etat i robiąc 4 dyżury w miesiącu, w tym jeden weekendowy, miesięcznie przepracowuję maksymalnie 210 godzin.

Ok, ale ile z tego zostaje miesięcznie? Przecież jak głosi legenda, życie w Niemczech jest bardzo drogie. Po części muszę tutaj przyznać rację. Owszem, jedzenie, artykuły gospodarstwa domowego oraz paliwo są nieco droższe. Prąd, woda, Internet i abonament telefoniczny są zdecydowanie droższe niż w Polsce. Do tego szokuje fakt, że pomimo astronomicznych cen za korzystanie z sieci telefonii komórkowej, dostęp do sieci 4G (LTE) w Niemczech jest gorszy niż w Polsce, czy uwaga… w Albanii (link do artykułu na ten temat). Za to opieka zdrowotna jest bezpłatna i zdecydowanie lepsza, o czym już z resztą pisałam w jednym z poprzednich wpisów. No może nie do końca bezpłatna, ponieważ składka na ubezpieczenie zdrowotne pochłania w zależności od wybranej przez nas kasy chorych od 7,3% do nawet 8,65% naszego wynagrodzenia brutto, co przy dochodach 3000 € brutto jest kwotą rzędu od 219 € do 259,5 €. Jest to dokładnie połowa składki, którą zgodnie z Ustawą o ubezpieczeniu zdrowotnym pokrywany my, jako pracobiorca, a drugą połowę zobowiązany jest pokryć za nas nasz pracodawca. Ale za to możemy zapomnieć o bardzo długich kolejkach do specjalistów, czy płatnych zabiegach stomatologicznych, a w zależności od kasy chorych mamy również dostęp do szerokiego wachlarza świadczeń dodatkowych takich jak kursy, dopłaty do studia fitness, czy zabiegi medycyny alternatywnej (masaże, akupunktura, etc.).

Elektronika, czy samochody są w cenach podobnych lub nawet niższych. To samo ubrania. Jeśli chcecie zrobię również osobny wpis o wydatkach i obecnych cenach w Niemczech.

Popytałam swoich znajomych, ile tak naprawdę zarabia przeciętna, niemiecka rodzina. Wychodzi na to, że mają przeciętnie 3000 € netto dochodu (dwie pracujące osoby w jednym gospodarstwie domowym). Do tego dochodzą jeszcze dodatki na dzieci, ulgi podatkowe itd. Z tego spłacają często kredyt, utrzymują auto. Oczywiście jest to mediana, a więc jest 50% rodzin mających większy i 50% mających mniejszy dochód.

Mnie dosyć ciężko jest porównywać zarobki do tych uzyskiwanych przez lekarzy w Polsce, bo nigdy w Polsce po stażu nie pracowałam.

Napiszcie zatem w komentarzach jak to wygląda w Polsce!

Drezno

11 thoughts on “Pokaż lekarzu, co masz w niemieckim garażu, czyli jak zarabia młody lekarz w Niemczech

  1. Witam:) Chciałam się dopytać co oznacza ,,dzień wolny od pracy, który jest odliczany od płacy”.To znaczy, że te np.8 godzin podczas , których jest wolne(po dyżurze) nie jest płacone i nie zalicza się to tych 42 h pracy tygodniowo?

    1. Cześć!
      już wyjaśniam na przykładzie: mam dyżur w poniedziałek, przychodzę do pracy na godz 8 i do 16:45 normalnie pracuję na swoim oddziale. Od godz 16.45 zaczynam dyżur do 8.15 rano następnego dnia co daje 15,5 godziny. Następnego dnia nie ma mnie w pracy, więc odliczane jest od 15,5 godziny te 8,5. De facto za dyżur w tygodniu płacone jest za 7 godzin plus dodatek nocny.
      Pozdrawiam

      1. Dziękuję bardzo za odpowiedź teraz już wszystko jasne 😀 A czy w Niemczech, są tacy rekordziści jak w Polsce,że po dyżurze nie zgodzą ,tylko biorą dodatkową pracę,czy jest to raczej zakazane ze względu na bezpieczeństwo lekarza i pacjentów?

        1. Inna praca musi być uzgodniona z pracodawcą, ja nawet nie wiem jak to za bardzo wygląda. Do tej pory nie poznałam nikogo takiego, kto miałby więcej niż jedną pracę 😊

  2. Bardzo ciekawe informacje, sami z żoną rozważaliśmy wyjazd do Niemiec ale no cóż trochę się zasiedzieliśmy w Polsce, obecnie skończyłem specjalizację z rodzinnej i za 37h w tygodniu na rękę zostaje jakieś 4.3-4.5k €, żona po pediatrii na rękę około 4.7-5€ za 40h w tygodniu i szczerze to nas zatrzymało w Pl, na chłodno przeliczyliśmy że zakup działki, budowa domu i ogólna jakość życia z takimi zarobkami będzie porównywalna lub nawet wyższa (ceny nieruchomości w De).
    Ogólnie, szczególnie dla młodych lekarzy zarobki w De są atrakcyjne dla specjalistów już trochę mniej ale jakość pracy pewnie lepsza.
    Teraz jako rezydent np pediatrii podstawa bonem to ok 1k €plus 3x dyżury w tygodniu i 1x 24h to jakieś 1.2€ na rękę więc to jest spora wyrwa.
    Patrząc na Pani 210h to w moim przypadku na czysto trochę około 5.8- 6k € by wyszło.
    Serdecznie pozdrawiam z Poznania

    1. Ustawowo przy 5-dniowym tygodniu pracy przysługuje nam, jako lekarzom min. 20 dni urlopu. Jednakże każdy pracodawca zdaje sobie z tego sprawę, że oferując przy rozmowie kwalifikacyjnej potencjalnemu pracownikowi 20 dni, automatycznie przypieczętowuje swoją klęskę w poszukiwaniu nowego, dobrego pracownika.
      Dlatego też w zasadzie wszystkie szpitale, które swoim pracownikom oferują umowy o prace oparte o taryfy (w moim przypadku TV-Ärzte SKH) oferują swoim lekarzom 30 dni urlopu. Dotyczy to ludzi pracujących na pełny etat, jak i tych, którzy pracują przykładowo na półetatu, ale mają 5-dniowy tydzień pracy. Urlop powinien zostać wykorzystany w tym samym roku, za który przysługuje lecz nie później niż do 31 marca roku następnego. Do tego urlop można dowolnie dzielić, przy czym jedna jego część musi trwać nieprzerwanie przynajmniej 14 dni.
      Oprócz tego dochodzi jeszcze:
      – urlop za pracę w systemie zmianowym – od 3 do 6 dni,
      – urlop za pracę w nocy (praca nocna od 150 do 600 godzin rocznie) – do 1 do 4 dni,
      – urlop za dyspozycyjność w godzinach nocnych z domu (między 21.00-06.00 min. 288h rocznie) – 2 dni,
      – urlop dodatkowy (szkolenia, opieka nad dzieckiem itp.) – 6 dni przy czym suma urlopu podstawowego i dodatkowego nie może przekroczyć 35 dni.
      Poza tym w sytuacjach awaryjnych (narodziny dziecka, ślub, pogrzeb itp.) przysługuje nam „zwolnienie od pracy” (u nas nazywamy to urlopem okolicznościowym, tu Arbeitsbefreiung) w wymiarze od 1 do 4 dni.
      Również pozdrawiam 🙂

  3. Witam.Czy mogłabyś napisać ile mniej więcej wychodzi utrzymanie się singla w Niemczech? Wynajem + czynsz itp. Post o wydatkach też byłby bardzo przydatny 😊

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *