Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie, czyli jak wynajęliśmy mieszkanie w Dreźnie. Sezon II cz.1

Jak już pewnie wiecie z poprzednich wpisów, poszukiwanie mieszkania do wynajęcia w Niemczech do łatwych rzeczy raczej nie należy. Trzeba wykazać się przy tym naprawdę dużą dozą szczęścia. Jeżeli ono nie dopisuje, łatwo popaść w rezygnacje, co niezbyt pozytywnie wpływa na całokształt przedsięwzięcia. Jeżeli miałabym wymienić najważniejszą cechę, która powinna charakteryzować osobę, która szuka nowego lokum dla siebie, to niewątpliwie na pierwszym miejscu postawiłabym wytrwałość. Natomiast, jeżeli poszukuje się mieszkania dla trzech “osób” (tak jak w naszym przypadku ma to miejsce), to nie pozostaje nic innego, jak odpowiednio uzbroić się w cierpliwość i życzyć sobie odrobiny szczęścia. Doskonałym tego przykładem, była nasza poprzednia “akcja poszukiwawcza” mieszkania, którego wybór okazał się strzałem w dziesiątkę, czego dowodem jest fakt, że mieszkaliśmy tam dokładnie dwa lata.

Czasami ze znalezieniem odpowiedniego mieszkania może być pod górkę…

Chciałabym podać Wam teraz kilka faktów i opowiedzieć na podstawie własnych obserwacji, o tym, jak wygląda niemiecki rynek mieszkaniowy i z jakimi trudnościami należy się liczyć, szukając mieszkania w Niemczech, będąc przy tym obcokrajowcem, w moim przypadku Polką. To też przyjmę jako punkt odniesienia Polskę.

Zacznijmy od tego jak duży jest niemiecki rynek mieszkań przeznaczonych tylko i wyłącznie na wynajmem? Krótko mówiąc, jest największy w Europie i pod względem ilości mieszkań na wynajmem i pod względem ilości osób decydujących się na najem. Jak to się przedstawia w liczbach? 19,77 milionów mieszkań do wynajmu, w których mieszka 57% ogółu społeczeństwa. W porównaniu do naszych polskich realiów, różnica jest gigantyczna, bo tylko 15,8% Polaków mieszka w wynajmowanym mieszkaniu. Z czego wynika tak duża rozbieżność? Dla nas Polaków posiadanie własnego lokum urosło do miana jednego z najważniejszych celów w życiu, które musimy osiągnąć, a dostępność kredytów sprawiła, że ten cel możemy zrealizować z dnia na dzień. Niemcy natomiast, z tego co zdążyłam już zauważyć, nie dążą do tego, aby jak najszybciej zamieszkać na swoim, co nie oznacza, że nie mają takiego zamiaru w ogóle. Nie. To marzenie z odroczonym terminem realizacji, ponieważ mało kto z młodych ludzi ma ochotę na zaprzątanie sobie głowy ogromnym kredytem, czy też budową domu. Poza tym w moim mniemaniu wynajem mieszkania daje dużo większą życiową swobodę. Wiecie taki swoisty „wentyl bezpieczeństwa” na wypadek, jakby coś w moim życiu poszło nie tak (praca, otoczenie, itp.) lub jakbym chciała szybko i bezproblemowo zmienić miejsce zamieszkania. Argumenty wielu ludzi, którzy twierdzą: Wolę spłacać swoje, niż utrzymywać czyjeś, w ogóle do mnie nie trafiają, a zadłużenie się po uszy w wieku 25 lat uważam za lekkomyślne i nieco ciężkostrawne.

Na mieszkanie w takiej willi musimy jeszcze trochę poczekać 🙂

Kamil mi już kiedyś powiedział, że kredyty scementowały więcej małżeństw, niż sama wiara w sakrament małżeństwa. No tak, bo po wyjściu z banku z uśmiechem na twarzy, trzymając się za ręce i patrząc sobie prosto w oczy, można powiedzieć: No Kochanie. To teraz musimy tylko spłacić ten shit. Wtedy ludzie mają wspólny cel na kolejne 30 lat, albo i dłużej. Czy tego chcą, czy nie. Jak to wygląda tu? Nieruchomości są dużo droższe niż w Polsce, kredyty z tego co wiem przyznawane są tylko ludziom, którzy dysponują 30% wkładem własnym, a więc te dwa czynniki z miejsca wykluczają przeciętnego niemieckiego dwudziestokilkulatka z roli kredytobiorcy. I  dobrze, bo zostaje wtedy więcej czasu na robienie tego co się lubi (podróże, rozwijanie pasji, itp.), a nie to co musi się robić, bo dusi widmo niezapłaconej raty.

Teraz może o tym jak wygląda w Niemczech sam proces wynajmu mieszkania. Na początku wiadomo, przeszukiwanie portali z ogłoszeniami typu eBay Kleinanzeigen, kontakt z właścicielem lub agentem nieruchomości. Na tym etapie często zdarza się, że jesteśmy proszeni o wypełnienie kwestionariusza osobowego, a w nim pytania odnośnie zarobków, pracodawcy, zwierząt domowych, gry na instrumentach, kontakt do poprzedniego wynajmującego oraz powód rezygnacji z poprzedniego najmu… Jak pierwszy raz dostałam coś takiego do rąk, to stwierdziłam, że chyba kogoś fantazja poniosła, ponieważ odesłanie wypełnionego kwestionariusza w żaden sposób nie gwarantuje nam tego, że mieszkanie automatycznie zostanie nam wynajęte, a ewentualnie zostaniemy zaproszeni na jego oględziny. Szczególnie mnie to dziwi, bo Niemcy na każdym kroku podkreślają, jak ważna dla nich jest ochrona danych osobowych. Na oględziny często udajemy się do pustych mieszkań, w których poza gołymi ścianami nic nie ma do zobaczenia, ewentualnie jaki jest widok z okna. Jak już wcześniej pisałam bardzo dużo mieszkań jest tu wynajmowanych właśnie w takim stanie. Dlaczego? Kto się chociaż raz z całym swoim majdanem (meble, ciuchy, sprzęt kuchenny…) przeprowadził, ten wie, że w najbliższej przyszłości nie chciałby tego powtórzyć. Wiedzą to też wynajmujący, mając w ten sposób pewność, że jak już znajdą osobę skłonną do zamieszkania na takich warunkach, to mają problem wynajmu przez najbliższy rok, a może i dwa lata z głowy. W Polsce jest to nie do pomyślenia. Często w zaskoczenie wprawia najemców fakt, że w mieszkaniu nie ma garnków, sztućców, czy też odkurzacza, a co dopiero mebli.

Dresdeńskie kamienice w naszej dzielnicy

Po podpisaniu umowy pozostaje tylko wpłacić czynsz oraz kaucję, której wysokość w zależności od właściciela i wyposażenia mieszkania może się wahać od 1 do nawet 3 miesięcznych czynszów, którą wpłacić możemy właścicielowi lub też na specjalnie stworzone na ten cel konto przypominające bardziej lokatę, tzw. Mietkautionskonto, do którego właściciel normalnie nie ma dostępu. A więc, jeśli wynajmiemy mieszkanie za 700 €/m-c, to na dzień dobry musimy wyłożyć na stół ok. 3000€. Oczywiście 2100€ (wraz z ustawowymi odsetkami) wróci do nas, gdy umowa najmu dobiegnie końca, a z mieszkaniem będzie wszystko w porządku. Czasami właściciele mieszkań lubią część kwoty przetrzymać na poczet ewentualnych, nierozliczonych zadłużeń w postaci zużytej wody, bądź ciepła. Umowę na dostawę prądu elektrycznego zawieramy sami, podobnie jak na Internet i telefon. Ktoś mógłby zapytać, a co w momencie kiedy się stamtąd wyprowadzamy, czy te wszystkie umowy musimy „zabrać” ze sobą do nowego lokum? Niekoniecznie. Możemy, ale nie musimy. Oczywiście z zachowaniem okresu wypowiedzenia.

Jak już wcześniej zaznaczyłam, niemiecki rynek mieszkań na wynajem jest ogromny, co przyczyniło się do rozwoju potężnych przedsiębiorstw posiadających większość dostępnych na rynku nieruchomości. Dla przykładu największe z nich, Vonovia posiada prawie 400 tys. mieszkań w całych Niemczech. Często firmy te budują własne bloki mieszkalne lub nawet osiedla. Doprowadziło to do windowania wysokości cen czynszów, z czym aktualnie boryka się większość dużych, niemieckich miast.

Stolica Landu Sachsen – Drezno

Chciałabym jeszcze powiedzieć i podkreślić to, że podczas kontaktów, czy to bezpośrednich, czy też mailowych, nigdy nikt nie potraktował mnie gorzej tylko dlatego, że jestem obcokrajowcem lub z powodu mojego obcobrzmiącego akcentu. Wręcz przeciwnie, dosyć często potencjalni wynajmujący interesowali się skąd jesteśmy, co nas sprowadza do Niemiec i gdzie tak dobrze nauczyliśmy się mówić po niemiecku.

Na dalszą część naszej historii o wynajęciu mieszkania zapraszam w najbliższym czasie 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *