Codzienność w Niemczech

W Niemczech mieszkamy pół roku. Czy było łatwo i czy można powiedzieć, że życie tu jest lepsze lub gorsze niż w Polsce? Jedni powiedzą, że tak, inni na pewno nie. Z tego co słyszałam część ludzi często po kilku latach pracy i życia w tym kraju, wraca do Polski. Nawet lekarze, którzy w Niemczech naprawdę mają dobre zarobki i teoretycznie niczego im nie brakuje.

Uważam, że emigracja nie jest łatwa. Nawet wtedy, jeśli wyjechało się do kraju, który posiada jedną z największych gospodarek na świecie i w którym żyje się dostatnio. To czy jest się szczęśliwym zależy od bardzo wielu czynników. Owszem, pieniądze są jednym z nich, ale oczywiście nie najważniejszym. Wiele zależy od tego, z jakich powodów postanowiliśmy wyjechać. Czy zmusiła nas do tego sytuacja finansowa? Czy chcieliśmy spróbować po prostu żyć w innym, może lepszym miejscu? Czy może chcieliśmy przeżyć przygodę, zanim przygniotą nas obowiązki rodzinne, kredyt, dzieci i pies?

Niektórzy mają po prostu duszę niespokojną, żądni są ciągle nowych wyzwań, przygód i chęci sprawdzenia się. Dla takich ludzi szybka adaptacja w nowych warunkach nie będzie niczym trudnym. Wiedzą oni, że świat nie kończy się tu i teraz, zawsze można coś zmienić, podjąć nowe wyzwanie i ruszyć dalej w nowym kierunku. Ładnie brzmi prawda? Jednak dla większości z nas, życie ma zbyt wiele ograniczeń. Na początku finansowych. Niełatwo jest wywrócić wszystko do góry nogami i zacząć całkiem od nowa, w  obcym miejscu. Dopóki jesteśmy sami lub we dwójkę, łatwiej jest podjąć taką decyzję, lecz kiedy pojawiają się dzieci, sprawy robią się bardziej skomplikowane.

Jak jest u nas? Nasze doświadczenia są jeszcze za krótkie, żeby to jednoznacznie stwierdzić. Jednak już zauważyłam, że czas tutaj płynie jakby wolniej, stresu jest jakoś mniej, mam czas i ochotę na chwilę przystanąć i pomyśleć. Zastanawiam się, czy jest to kwestia tego, że mieszkamy w małym miasteczku? Czy raczej tego, że tutaj ludzie zawsze mają chwilkę czasu, żeby zamienić kilka słów, zapytać co słychać i życzyć miłego dnia, wieczoru, weekendu? Ludzie są tutaj dla siebie zdecydowanie milsi, pozdrawiają cię nawet sprzedawcy w sklepikach, czy pani na poczcie ze szczerym uśmiechem i pytaniem „Kann ich Ihnen helfen?” To wszystko sprawia, że przestajesz być anonimowy, stajesz się częścią społeczności, a od tego zależy też jak będziesz się czuł w danym miejscu.

 

Będąc w pracy mam również 30 minut przerwy obowiązkowej. Mogę wyłączyć służbowy telefon, pójść z koleżanką z oddziału niżej, na kawę, ciastko i przyjemnie przez te pół godziny pogawędzić. Oczywiście i tak zazwyczaj się kończy na tym, że omawiamy sprawy pacjentów lub wymieniamy się doświadczeniami z pracy. Po prostu miło jest w ciągu dnia odetchnąć w całkowitym spokoju.

Czasami w trakcie przerwy, szczególnie w czwartki lubię wyskoczyć na odbywający się tego dnia targ, kupić już dostępne szparagi, rzodkiewkę, rybę z morza północnego, czy kawałek naprawdę dobrego sera. Można też po prostu wyjść na zewnątrz, pospacerować deptakiem nad rzeką i złapać kilka chwil dla siebie.

 

 

Popołudniami często przechadzamy się nad jeziorem, obserwując wodne ptaki i wędkarzy leniwie rozstawiających wędki przy brzegu. Nieodłącznym elementem tej sielanki jest dźwięk otwieranego piwka.

W sobotę najczęściej robimy większe zakupy w położonym niedaleko mieście. Bardzo często wybieramy się do sklepu rybnego, na rynek, czy do piekarni, gdzie sprzedawane są lokalne produkty. Uwielbiam patrzeć, jak pani w sklepie rybnym pieczołowicie i z wielką starannością pakuje wybrane przeze mnie produkty, życząc przy tym smacznego i miłego dnia.

Oczywiście, że są też dni kiedy myślę jakby to było, gdybyśmy zostali w Polsce. Czy byłoby lepiej? Łatwiej? Z Wrocławia był rzut kamieniem do Warszawy i Radomia, gdzie mieszka część naszej rodziny, czy na Podkarpacie, gdzie mieszkają moi rodzice. Na pewno też byłoby łatwiej się przystosować do pracy, bo przecież znam już polski system zdrowia, jak funkcjonuje no i przede wszystkim język. Teraz musiałam to poznać od nowa i to w obcym języku. Ale uważam, że było warto.

Może za jakiś czas, stwierdzimy, że nie była to dobra decyzja? Na pewno nie przekonalibyśmy się o tym, gdybyśmy sami nie spróbowali. A może niedługo stwierdzimy, że nadszedł czas spakować walizki (t. j. dwie szafy, meble, całą kuchnię, piwnicę oraz grządkę z balkonu) i ruszyć dalej?

 

13 thoughts on “Codzienność w Niemczech

  1. Z jednej strony mówi się, ze trawa po drugiej stronie płotu zawsze jest bardziej zielona, a z drugiej to skąś się biorą te statystyki 🙂

  2. Ja przez rok wyjeżdżałam do Niemiec i o ile podobało mi się, jak dobrze się tam żyje, to jednak nie przepadam za stylem bycia Niemców, a zwłaszcza Niemek 😉 Może tylko na takie trafiałam, ale były naprawdę paskudnymi jędzami 🙂

  3. Właśnie w takich niewielkich miastach chyba najprzyjemniej się żyje. Gratuluję odwagi i zazdroszczę doświadczenia. Na cokolwiek się potem zdecydujecie, to będzie wzbogacający etap życia. Korzystajcie z tu i teraz. Zwłaszcza że okolica temu sprzyja 🙂

  4. Emigracja jest bardzo trudna – sama przekonałam się o tym, gdy 2 lata temu postanowiliśmy wyjechać. Mimo, że u nas kwestia była terminowa (od razu zakładaliśmy, że to tylko półroczna przygoda) i tak było ciężko, tęsknota za bliskimi uciążliwie dawała o sobie znać…

    1. Ale jakże wartościowa przygoda 🙂 Można naprawdę się sporo dowiedzieć o sobie i najblizszych. Trochę taka jazda bez trzymanki 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *